Plusy i minusy ustawy o jednolitej cenie książki

Uczestniczyłam ostatnio w dwóch spotkaniach zorganizowanych w sprawie ustawy o jednolitej cenie książki. Miałam możliwość wysłuchania strony Polskiej Izby Książki , która wraz z ambasadorami projektu, przekonywała dziennikarzy na grudniowym obiedzie. Miałam również możliwość uczestniczyć w obradach nad tą ustawą senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, która odbyła się 17 marca 2015 roku.

Postanowiłam uporządkować cały ten bałagan, który panuje wokół tematu. Wiele jest głosów sprzeciwu, PIK argumenty wytłuszcza swoje, każdy krzyczy, ale tak naprawdę, gubione jest sedno. Dlatego też skupię się nad przedstawieniem plusów i minusów wprowadzenia tej ustawy. Przy czym zaznaczam, iż każdy punkt (zarówno pozytywny, jak i negatywny) jest tylko i wyłącznie wynikiem moich własnych analiz. Argumentacja za wprowadzeniem tego rozwiązania podnoszona przez PIK jest dość szeroko propagowana, ja będę się do niej odnosić, bynajmniej jednak nie będę jej ślepo powtarzać, ale jednak plusy wskażę swoje.


Zacznę od tego, iż trudno jest pisać o takim temacie, nie odwołując się co i rusz do raportów, badań, literatury (takie zboczenie zawodowe – muszą być przypisy!). Niemniej jednak, ze względu na miejsce, postaram się ograniczyć właściwie do zera, nadmienię jedynie, iż każde słowo i argumentacja wsparta została dogłębnymi studiami. Przekopałam raporty (również odnośnie rynków zagranicznych), dokonałam analiz, aby przedstawić za i przeciw takiego rozwiązania.

PLUSY:

Regulacja rynku książki – jest to krok w stronę uregulowania niezwykle niekorzystnych warunków, jakie panują obecnie na tym runku. Niezdrowe relacje widoczne są zwłaszcza w obszarze umów detalicznych z wydawcą (mowa głównie o największym graczu). Brak owych regulacji powoduje patologiczne wręcz rozwiązania, gdzie silniejszy dyktuje reszcie reguły gry.

Możliwość zwiększenia się sprzedaży książek innych niż nowości – obecnie normą jest, że księgarnie zalewają nas nowościami (wiele z nich ogranicza się do zamówień w tym obszarze), przez co cykl życia książki staje się bardzo krótki - do zaledwie kilku miesięcy, po tym czasie spada on wręcz prawie do zera (bo nie-nowości kupują już wtedy tylko miłośnicy danego autora lub stylu). Po wprowadzeniu tego projektu będzie możliwe zwrócenie uwagi bonifikatami na książki, które nowościami nie są. Ergo, większa różnorodność sprzedawanych produktów.

Likwidacja przecen zaraz po wypuszczeniu na rynek – rację ma prezes PIKu, Włodzimierz Albin, mówiąc, że ciężko jest znaleźć drugi taki rynek, gdzie nowości pojawiają się w sprzedaży już przecenione (np. ubrania, kosmetyki, samochody – przynajmniej przez kilka pierwszych miesięcy są w 100% swojej ceny, dopiero potem następują obniżki).

Gwarancja ceny w dowolnej księgarni – tutaj chyba nie ma wątpliwości – gdzie nie wejdziemy, zobaczymy tę samą cenę.

Przyjęcie się tego programu w innych krajach – jeden z koronnych argumentów zwolenników tej ustawy. Wymienianych jest wiele krajów zwłaszcza europejskich (Francja, Włochy, Niemcy). Jako przeciwwaga, Wielka Brytania, która wycofała się z tej ustawy, powodując bałagan na rynku (tylko jeśli ustawa taka fajna, to dlaczego się wycofała?). Ale…

MINUSY:

Nieprzyjęcie się tego programu w innych krajach – zwolennicy natomiast enigmatycznie milczą nad krajami, w których program ten się nie przyjął, tudzież nie wspominają o pogłębionych wynikach raportów z krajów, które wymieniane są jako kwintesencja udanych zmian. Izrael wprowadził je w zeszłym roku. Po czym nastąpił spadek sprzedaży nowych książek o 35%, powodując zaciskanie pasa przez wydawców (m.in. poprzez zwolnienia kadrowe, ograniczenie zleceń, itp.). Natomiast Francja i Włochy, kraje stojące na barykadach zwolenników ustawy, wciąż walczą z narastającym kryzysem. Wprowadzane są kolejne rządowe rozwiązania, które mają im pomóc (jak np. upust podatkowy dla obywateli Włoch za zakup książek lub zakaz bezpłatnej wysyłki francuskim księgarniom internetowym, co miało wspomóc księgarnie stacjonarne – Amazon poradził sobie z tym bardzo szybko). Nie zapominajmy, że każdy rynek jest inny, nie ma gwarancji, że coś, co przyjęło się gdzieś tam, będzie grało i tutaj.

Cena nowości będzie wysoka – zwolennicy argumentują, że ceny książek obecnie są podnoszone, bo wydawcy muszą kalkulować upusty rozdawane zaraz na wstępie. Ustawa ta ma natomiast w dalszej perspektywie je obniżyć, gdyż jeśli wydawcy nie będą musieli dokonywać takich akrobacji, to ceny wrócą do normy. Słowo. Myślenie życzeniowe. To jest rynek – kto na miłość boską obniży wpływ ze sprzedaży każdego egzemplarza, jeśli już pewna kwota jest powszechnie stosowana? Takie właśnie myślenie zgubiło Izrael – ceny nowości jeszcze poleciały w górę, odznaczając się znacznie od pozostałych książek (pisał o tym Marcin Maj), a co za tym idzie powodując spadek sprzedaży (zwłaszcza w literaturze dziecięcej, gdzie wygrała tańsza klasyka).

Spadek czytelnictwa – zwolennicy mówią, że Polska potrzebuje ratunku, bo nikt nie czyta. W sukurs tym słowo podają na tacy tę reformę, która przyczynić się ma do zmiany tej sytuacji. Słowo honoru, nie wiem, gdzie podziało się ich logiczne myślenie. Przecież to są dwie rozbieżne sprawy. Ten, kto uważa, że niezależnie od ceny książki, ludzie będą czytać jest w błędzie, to raz. Ten, kto uważa, że wprowadzając stałą cenę książki spowoduje wzrost czytelnictwa, jest już fantastą. W liście otwarty do Pani Premier, podpisanym przez ponad 2000 osób, znaleźć można zdanie „Naszą wspólną intencją jest powstrzymanie stałego spadku sprzedaży i czytelnictwa książek w Polsce”. I oto remedium na te bolączki. Ta ustawa. Jak? Kupuję dużo książek (względnie – wobec statystycznego Polaka), mając zawsze w miesiącu ten sam budżet – to oznacza, że zamiast np. 3, kupię dwie nowości, ergo przeczytam o jedną książkę mniej. Czy ktoś widzi tutaj spadek sprzedaży i spadek czytelnictwa? Czy tylko ja? Natomiast ci, którzy kupują książki od wielkiego dzwonu (imieniny bliskich, święta, szaleństwo chwili, potrzeba) nie wybiorą czegoś praktyczniejszego (np. pieluchy), jeśli będzie to w ich mniemaniu cena zaporowa?

Brak współpracy u podstaw – jeśli wydawcom (nie zapominajmy, że PIK reprezentuje interesy branży wydawniczej) tak zależy na wzroście czytelnictwa, dlaczego ustawa nie przewiduje uprzywilejowanych zasad nabywania książek dla bibliotek, instytucji kulturalnych, które wykonują pracę u podstaw, zachęcając i inicjując poznanie nowych i niezwykle ważnych czytelników – dzieci i młodzieży oraz osób po 65 roku życia. Jak na zebraniu komisji senackiej powiedział dyrektor Biblioteki Narodowej, Tomasz Makowski, obecnie biblioteki są w stanie wynegocjować większe upusty, niż proponuje to ustawa, która wprowadza sztywne widełki sprzedaży między 80% a 100% ceny jednolitej.

Brak przyzwolenia społecznego – jak zostało to zauważone na zebraniu komisji, jest to ustawa, która spowoduje sprzeciw społeczeństwa. Mam wrażenie, że ci na końcu tego łańcucha są potraktowani dość nonszalancko, bez wzięcia pod uwagę ich opinii, potrzeb, możliwości. Brak klarownego nakierowania na odbiorcę literatury, wraz z treściwą argumentacją i pochyleniem się nad jego konfuzją, bez jasno określonych dla niego korzyści z wprowadzenia tej ustawy (jeśli takowe są w przekonaniu zwolenników, to powinny być artykułowane).

Skorzysta największy – wyobraźmy sobie, że taka ustawa zostaje wprowadzona. Co się dzieje? Nowości możemy kupić wszędzie w tej samej cenie. Gdzie więc się po nią udamy? Do księgarni internetowej? Chyba nie, bo przecież dochodzą nam koszty przesyłki. Do małej księgarni? Możliwe, jeśli chcemy jeden konkretny tytuł, a księgarnie mamy po drodze do domu lub pracy. Jeśli natomiast chcemy mieć wybór, to udamy się do dużej księgarni, która będzie miała nam więcej do zaproponowania. I tutaj jest sprawa kluczowa. We Francji, co skrzętnie pomijają zwolennicy ustawy, zauważalny jest w raportach od wielu lat spadek księgarni, natomiast następuje wzrost ich powierzchni. Przecież to oznacza nic innego, jak bogacenie się gigantów. We Włoszech (Sonia Draga wielokrotnie podkreślała, że jest to rynek niezwykle podobny do polskiego), masowo zamykane są małe księgarnie, z czym bezskutecznie stara się walczyć państwo (m.in. wspomnianymi ulgami podatkowymi). U nas również to nastąpi, zwłaszcza, że jak zauważy Mariusz Rutowicz, prezes Matrasa, małe księgarnie w Polsce utrzymywały się głównie ze sprzedaży podręczników (ok. 70% przychodów). Zostało to im zabrane ustawą z 2013 roku, co w sposób decydujący przyczyni się do ich postępującego upadku, a ta ustawa tego nie zmieni. Koronny argument zwolenników jest więc co najmniej chybiony, gdyż małe księgarnie nadal będą upadać, być może nawet szybciej, a na rynku książki pozostanie monopolista.

Przedstawiłam najważniejsze punkty. Wytłuszczone plusy i minusy to te najważniejsze. Mogłabym jeszcze długo wymieniać zdania tak jednej, jak i drugiej strony, jest tego mnóstwo. Chciałam jednak pokazać istotę zagadnienia.

Najgorsze (i najlepsze) w tym wszystkim jest to, że każdej ze stron zależy na czytelniku. Zarówno pisarze, wydawcy, senatorowie na spotkaniu komisji, wszystkim przyświecała ta sama idea. A mnie jako czytelnikowi, równie mocno zależy na rozpowszechnianiu czytelnictwa (wszak jakże przyjemnie rozmawiać o książkach, zamiast np. o paradokumentach). Problemem jest to, że ustawa ta jest w moim przekonaniu „zapchajdziurą”, która nie rozwiąże problemu, może go wręcz pogorszyć. Potrzebujemy ratunku rynku wydawniczego poprzez pracę kompleksową, która go ureguluje, a nie tylko spowoduje jego rozchwianie pojedynczą uchwałą.

17 marca komisja senacka przegłosowała jednogłośnie ustawę o jednolitej cenie książki, co oznacza, że pokonała ona kolejny etap, aby zostać uchwaloną.

PS. Spójrzcie na projekt ustawy, zwłaszcza na art. 7, czy czasem to nie oznacza, że w ogóle znikną przeceny w księgarniach, gdyż wydawcy będą mogli wycofywać nowości po 6 miesiącach a następnie wprowadzać je ponownie jako nowość na kolejne 12 miesięcy, co oznacza permanentny stan nowego wydania. Nie jestem jednak prawnikiem, jeśli czytają to takowi, proszę o zdanie, czy to nie jest czasem moja nadinterpretacja (dlatego nie włączyłam tego do argumentacji)

Art. 7.
1. Stosowanie jednolitej ceny jest obowiązkowe w okresie 12 miesięcy od końca miesiąca, w którym wprowadzono książkę do obrotu.

2. Po upływie 6 miesięcy od końca miesiąca, w którym wprowadzono książkę do obrotu, wydawca i importer są uprawnieni do wycofania z rynku całego nakładu książki i ustalenia nowej jednolitej ceny na okres pozostały do upływu okresu, o którym mowa w ust. 1.
Trwa ładowanie komentarzy...