O autorze
Czytam dużo i namiętnie. Odkąd sięgam pamięcią byłam w skomplikowanych relacjach z literaturą. Niekiedy było burzliwie, czasem zabawnie, zazwyczaj mądrze. Za to nie jestem związana z żadnym wydawnictwem ani pisarzem (broń Boże!). Zabieram głos, bo dyskusje o książce powinny odbywać się z udziałem czytelników.
Prowadzę blog Odyseja literacka
Napisz do mnie: odysejaliteracka@gmail.com

Jak uratować rynek wydawniczy w Polsce? Czy książki naprawdę są drogie?

Głośno robi się ostatnio w naszym kraju o liście otwartym do Pani Premier w sprawie uchwalenia przepisów mających ratować rynek wydawniczy w Polsce. Problemem jest jakoby to, iż obecnie możemy dokonać zakupu danej książki w różnych cenach, w zależności od miejsca, do którego się po nią udamy. List ten jednak wzbudza kontrowersje w całym środowisku, zarówno księgarze, jak i wydawnictwa wyrażają niekiedy zupełnie skrajne opinie.

O co w nim tak naprawdę chodzi?
Prosta sprawa. Chodzi mianowicie o wprowadzenie okresu ochronnego każdego nowego tytułu na okres 12 miesięcy, kiedy to w trakcie jego trwania nie byłoby możliwości manipulowania ceną. Innymi słowy, cena na okładce byłaby sztywno podtrzymywana przez ten okres, niezależnie od miejsca w którym chcielibyśmy tę książkę kupić. Czy to w małej dzielnicowej księgarence czy wielkim molochu sieciówkowym.



Argumenty padają niezwykłe. Ale to już w samej dyskusji. Bo temat gorący, to fakt. Natomiast w liście nie padają prawie żadne. Zastanawiające.

Wzięłam go pod lupę. Jak dla mnie jest tak niejasny, pełen frazesów, konkretów nie mogę wyciągnąć żadnych. A nie, przepraszam, cztery razy porównuje się sukces tej akcji do tego, iż przyjął się „w wielu krajach Europy”. Na tym mam wrażenie zasadza się treść – w innych krajach (np. Francja) to się sprawdziło, więc my też tak zróbmy. Zastanawia mnie jednak, czy rozpatrzono dostosowanie tego żądania do warunków panujących w naszym kraju. W USA wprowadzono prawo do posiadania broni, u nasz też, z naszym systemem prawnym, powinniśmy?

To są dwa zupełnie inne rynki, z różnymi graczami i różnymi bolączkami. Tam, kiedy ten projekt przyjmowano, był problem ze sprzedażą prac naukowych, FNAC (główna sieciówka) oferowała zbyt daleko posunięte zniżki (podług możliwości małych księgarni). Podczas gdy u nas jest dokładnie na odwrót. To właśnie największy gracz na rynku nie jest chętny do dawania upustów. Cudownie było obserwować jak przez ostatnie dwa lata to właśnie inne księgarnie, na czele z internetowymi, zyskują coraz większą liczbę klientów, ponieważ przyciągają ludzi promocjami.

Natomiast Empik opierał się rękami i nogami, i dopiero niedawno zaczął wprowadzać upusty, ale i to na wybrane tytuły (zazwyczaj zaledwie kilka nowości; fakt, jakiś czas temu zmienił politykę sprzedaży książek online), podczas gdy gdzie indziej, np. na Bonito.pl możemy uzyskać zniżkę na właściwie każdy tytuł. Jestem pewna, iż gdyby otrzymać wyniki sprzedażowe z roku 2014 z poszczególnych księgarń, a następnie przyrównać je z latami ubiegłymi, zauważylibyśmy z łatwością skok sprzedażowy, no może poza jedną siecią. Z kim nie rozmawiam, potwierdza, że w tym roku kupił więcej książek, dlatego, iż udało mu się dostać coś w promocji. Kupił, więc może nawet przeczyta? A czyż nie o to chodzi? Dlatego argumentacja, iż realizacja tego projektu doprowadzi do wzrostu sprzedaży i czytelnictwa jest cokolwiek chybiona. Będzie wprost przeciwnie.

Nie zapominajmy, że Polska to nie Francja ani Włochy, procentowo cena książki w porównaniu do zarobków nie jest u nas nawet zbliżona. Chciałabym, aby organizatorzy tej akcji pochylili się choć odrobinę nad czytelnikiem, tym ostatnim ogniwem, tak kluczowym dla ich egzystencji. Wydawanie pieniędzy na książkę powodowane być może dwoma czynnikami – wielką namiętnością (co tam chleb, co tam czynsz, czytać muszę!) lub też swobodą dostępu. A ta kończy się najczęściej na bibliotece (o, chwała najwyższemu), bo swobodnie nie wydaje się tego, co powinno pójść na pieluchy. W Polsce liczy się każdą złotówkę. Słowo honoru.

Natomiast argument, iż książki drożeją, bo wydawcy dodają do nich upusty, w moim przekonaniu jest prawie demagogią. Jak to? Kupuję książki od zawsze. I od zawsze większość z nich kosztowała co najmniej 30-40 zł. Oczywiście, zauważalny jest pewien wzrost cenowy, ale wszystko idzie w górę, jak to się w Polsce mówi, więc rozumiem, że i książki. A przy argumencie, że zahamuje to, a w perspektywie wręcz obniży je, dostaje napadu pustego śmiechu. Już widzę ten spadek cen. Wali o bruk niczym fortepian wyrzucony z czwartego piętra. Aha.

Dodatkowo, mówi się o tym, iż uratuje to księgarnie przed masowym upadkiem. Ponownie więc zwracam uwagę. To są bałamutne słowa. Księgarnie osiedlowe, tudzież w małych miejscowościach, będą upadać. Przykro mi, ale taka jest kolej rzeczy, bo takie są warunki rynku. Niezależnie, czy książka będzie objęta ochroną, czy nie. Pomysłodawcy mówią, iż dzięki temu będzie możliwa rywalizacja w innych, niż cena, obszarach. Jakich? Jakie szanse będzie miała dowolna księgarnia, wobec sieci wielkopowierzchniowych, skoro, ach, powtórzę, i we Francji spada ilość księgarni, wzrasta natomiast ich powierzchnia. Ależ oczywiście, że to doprowadzi do monopolizacji, bo już się zaczęło tak dziać, aż do roku 2012-2013, kiedy to drugi w kolejce Matras zaczął wprowadzać znaczne upusty, dzięki czemu wskoczył do rywalizacji w rynku. Za jego przykładem poszli inni.

Proszę Państwa, to jest obracanie kota ogonem, zmuszanie ludzi, aby płacili za niesprawnie działający system, gdzie rynkiem chce rządzić jeden podmiot, do czego dojdzie, jeśli ustawa zostanie wprowadzona do sejmu i przegłosowana. Proszę poszukać innego rozwiązania.
Nie można wprowadzać, ani nawet myśleć o czymś, co się przyjęło gdzieś tam, bez dogłębnej analizy rynku, na który chce się go wprowadzić, wraz ze wszystkimi jego odchyleniami i anomaliami (Jakiś tam raport istnieje, zlecony na potrzeby tych rozważań, z danymi do 2012 roku. Wybrakowany). To jest projekt kompletnie zamknięty na odbiorcę.

Aż dziw bierze, że Polska Izba Książki wydała na opracowanie tego projektu grubo ponad 50 tysięcy złotych. Brawo.
Trwa ładowanie komentarzy...